W pewnym zwykłym domu, na zasyfionym biurku powstał stworek. Ale nie zwykły stworek, tylko stworek mający za zadanie bronić pokoju swojej PaniMamy.
Urocze stworzenie. Zachwycało się tą istotką całe blokowisko.
Fakt faktem jaki syf się stał, taki pozostanie przez najbliższe dni. Mniejsza,
BlackyPika, jak go nazwano, przysiadł na półeczce jakiej miał głównie bronić przed złym PasiastoViktoriańskim potworem Figaritusem.
Niezwykle trudne było to zadanie, Figaritus atakował niepostrzeżenie, z wielką precyzją i niszcząc wszystko na swojej drodze.
W pewnym momencie BlackyPika usłyszał okrutne warknięcie dochodzące z gór kanapowych.
Rozwinął swą krwistoczerwoną pelerynkę i jak Supermen, TFU, Supermen to kupa, jak jakiś tam wielki bohater śmignął w stronę hałasu.
Nie mylił się, był to Figaritus.
Szybko go pokonał... -.- DAMN
Następnie BlackyPika ruszył obejrzeć całe mieszkanie by upewnić się, iż był to jedyny potwór prześladujący tamtejszą rodzinę.
Nic nie znalazł oprócz 98347239856923859283750927 kaktusów Pana Taty PaniMamy.
Po wyjściu na balkon i ogarnięciu, że pokoik w jakim go stworzono był tycio tyci w porównaniu do biedronki, a co dopiero reszty świata, stwierdził, iż ma cały świat w dupie i posiedzi na półce w pokoiku, w razie jakby Figaritus jednak chciał jeszcze raz zaatakować.
Wracając do swojego domku oznaczył terytorium Figaritusa. Capiło niezwykle.
I tak oto BlackyPika uratował mieszkanko.
Jestem z niego dumna mimo, że zaatakował mojego kota.
Jestem z niego dumna mimo, że zaatakował mojego kota.
THE END
Bardzo muszę wyjść z domu -.-
Bardzo muszę wyjść z domu -.-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz